Wpisy

  • czwartek, 14 lutego 2013
    • Valentine day

       ,,Valentine day"

      ,,Jesienny wieczór w blasku świec,

      miłości czar, śmierci czas..." 

       

      Akcja toczy się około godziny osiemnastej w Domu Starców.- 14 lutego 2013 roku.

       

       

       

       

      Autor:

      Kamil Kevin Zawadzki

       

      Piosenka na wstęp:

       http://www.youtube.com/watch?v=06pzy-Que88

       

      -Boże jeszcze nie jestem gotowa!

      -Uspokój się, Sara.- Wypowiedziała Anastazja uśmiechając się do przyjaciółki.

      Kobieta biegała po domu nerwowo.

      W końcu Anastazja rzucił gąbkę z pudrem, wstała i podeszła do Sary.- Chwyciła ją za ramiona.

      -Kochana bierzemy trzy głębokie wdechy.

      Kobiety zaczęły wspólnie oddychac.

      Zamknęły oczy...

       

      -Pamiętasz jak miałyśmy szesnaście lat, zakochałyśmy się w Bartku i Kamilu, którzy byli blizniakami...

      -A wcześniej my, dwie wariatki kłóciłyśmy się o faceta, ponieważ wyglądał tak samo.- Wtrąciła Sara.

      Kobiety zaczęły się śmiac.

      -Pózniej staneli w progu drzwi i odjęło nam mowę...

      -Ale to było takie słodkie.

      Usiadły na przeciwko siebie i zaczęły malowac paznokcie.- krwawa czerwień.

      -Czasy liceum były najlepsze.- Wypowiedziała Anastazja wzdychając.

      -Dzięki temu będziemy miały takie same nazwisko.- Odpowiedziała Sara uśmiechając się do swej przyjaciółki.

      -Aj to były czasy....- Wyrzekła.

      -Szkoda, że mamy już siedemdziesiątke na karku...

      -Lecz przyjazn nasza trwa nadal.

      -Zauważyłaś, że zawsze spotyka nas to samo?- Wypowiedziała pytając Sara.

      -Jesteśmy siostrami, jednością i tak było nam pisane.- Skwitowała Anastazja.

      -Prawie tak samo postąpiły z nami nasze dzieci...

      Uśmiech z twarzy kobiet znikł...-Nagle w miejsce uśmiech wkradł się smutek, który całkowicie pokrył ich twarz.

      -Może mi opowiecie całą historię od początku?- Zapytał Marek włączając dyktafon.

      Kobiety wymieniły spojrzenia.

      -Dwa ciała, jedna dusza.- Wypowiedziały jednocześnie.

      -Co to oznacza?- Zapytał z ciekawości.

      -Przyjazń na zawsze.- Skwitowały jednocześnie.

      -Gdzie was mężowie?- pytam z ciekawości.

      Wymieniły spojrzenia.

      -Saro opowiedz panu wszystko a ja pójdę do ogrodu.

      Sara chwyciła za dłoń Anastazję.

      Po twarzy kobiety spłynęły łzy, lecz od razu wyszła bez wyjaśnienia.

      Sara wzięła jeden głęboki wdech.

      -Coś się stało?- Zapytał młody pisarz.

      -Trudno to Panu będzie zrozumiec. Dwie stare, pomarszczone, trzęsące się kobiety zachowujące się jak nastolatki.

       Chłopak nie wiedział co ma odpowiedziec, więc tylko uśmiechnął się do Sary.

      -Może zacznijmy od tego jak wyglądali wasi mężowie.

      -Gdy ich wspominamy od razu na sercu robi nam się cieplej. Uśmiech pozostaje na twarzy przez kilka dni, lecz, gdy pójdziemy zaświecic znicz i zmówic modlitwę nad ich grobem, zdajemy sobi sprawę, że nie ma ich tutaj.- Razem z nami, posród nas...

      -Ile lat upłynęło od ich śmierci?

      -Zmarli w wieku osiemnastu lat.

      -Tak mi przykro.- Wypowiedział zawiedzony pisarz.

      -Proszę mi uwierzyc, że nam też.- odpowiedziała odpalając papierosa.

      -Czasami zadajemy sobie pytanie, dlaczego Bóg zabiera nam ludzi, których tak kochaliśmy?

      -Może to miłośc ich zabija?- Wypowiedział Marek.

      -Nie miłośc, lecz kumulacja emocji i uczuc.- Wypowiedziała.- Chcesz wiedziec jak wyglądali?- Dokończyła.

      -Tak.- odpowiedział uśmiechając się.

      -Bartek i Kamil byli wysocy. Więcej niż sto osiemdziesiąt. Ciemne, krótko ścięte włosy, podniesiona grzywka do góry. Lekko przypakowani, wyrzezbiony brzuch, gładka i jędrna skóra oraz piękne usta. Ich sylwetka powalała, mogli jeś tonami a i tak wyglądali tak samo nie tyli. Mieli dobrą przemianę materii.

      -Jak ich rozpoznawaliście?

      -To proste, Bartosz mój ukochany miał pieprzyka na prawym policzku a kamil nie.

      -Byli dla Was idealni, prawda?

      -Wiesz pierwsz miłośc, zauroczenie, alkohol, miłośc na zawsze, mozliwośc liczenia na siebie zawsze i w każdej sytuacji, wspólne plany i marzenia. Od szesnastego roku byłyśmy związane z nimi.- W wieku osiemnastu lat poprosili nas o rękę w walentynki.

      Stół w restauracji był posypany czerwonymi i białymi płatkami róż.

      Czerwone wino, muzyka....

      Miśki się postarały.- Kobieta zgasiła papierosa i zaczęła się uśmiechac.

      -Co było dalej...?- Wypowiedział zaciekawiony opowieścią kobiety.

      -Nie jesteś chyba, aż tak głupi, żeby się nie domyślec co mogło się stac.- Wypowiedziała uśmiechając się kobieta.

      -Chłopcy zapomnieli się zabezpieczyc, my nie brałyśmy tabletek...

      -Zaszłyście w ciąże?

      -Niestety....

      -Co na to wasi rodzice...?

      -Wiesz.... awantura, wstyd i w ogóle.

      Marek krzywo się uśmiechnął.- Tak, jakby doskonale znał to uczucie.

      -Ale za to miałyście Kamila i Bartka obok siebie.- Dokończył.

      -Już nie miałyśmy...

      -Jak to?- Zapytał zagubiony w tej opowieści.

      -Zostali powiadomieni o porodzie. Jechali lekko pod wpływem, ekscytacją i za szybko...

      -Wypadek?

      -Tak, zmarli na miejscu.

      Marek się załamał.

      Po twarzy kobiety spłynęły łzy.

      Pisarz wyjął chusteczkę i wręczył ją staruszce.- otarła łzy i gniotła ją rękoma.

      -Byłyśmy dla siebie oparciem. razem wychowywałyśmy nasze dzieci.

      Wiadomo samotna matka ma ciężej, lecz zawsze powtarzałyśmy sobie, że damy radę.

      Pamiętam jak moja córka miała problemy w szkole.

      Była wyzywana, poniżana.

      Pewnego dnia zaczęłyśmy się kłócic.- Nie dogadywałyśmy się tak jak dawniej.

      Uważałam wtedy, że to taki wiek. Zastanawiałm się, gdzie popełniłam błąd.

      -Pózniej jakoś dawałyście radę, prawda?

      -Niestety było co raz gorze.

      -To znaczy?

      -Moja córka popełniła samobójstwo. Nie wyszłam już ponownie za mąż tak samo jak Anastazja. An wspierała mnie. Dla Kamila jej syna, któremu dała imię po ojcu, byłam jak druga matka.

      Wiadomo... ślub, my sie starzałyśmy.- ja wylądowałam na zawał w szpitalu i ledwo co mnie odratowali a Anastazja na udar. Potrzebowałyśmy opieki, lecz Kamil odwiedził nas raz w szpitalu ze swoją żoną, obiecując, że zajmą się nami. An bardzo się cieszyła, że w końcu zobaczy jagodę i Stasia.- dzieci syna. Cieszyłyśmy się, lecz wiedziałyśmy, iż to spory obowiązek.

      Potem już ich nie widziałyśmy. Anastazja płakała.- Wytłumacz mi jak dziecko, które urodzisz, wychowasz, dasz mu wszystko co możesz a ono...- Ono przyjdzie, obieca Ci gwiazdki z nieba, aby następnie kopnąc Cię w dupę!? Jak to jest możliwe?!

       -Ciężko mi to wytłumaczyc...

      -Był to cholerny ból dla Anastazji. Wylądowałyśmy tutaj.- W Domu Starców. Wydawało nam się, że zostałyśmy same, lecz po czasie zdałyśmy sobie sprawę, że mamy siebie i tylko do śmierci -a nawet i po niej możemy- liczyc na siebie.

      -Wiesz co w tym wszystkim jest najgorsze?- Dokończyła.

      -Samotnośc?

      -Nie!- Wypowiedziała unosząc głos.- To, że własne dziecko nawet do Ciebie nie zadzwoni! On też kiedyś będzie stary!

      Marek spuścił głowę w dół.- Było mu smutno.

      -Dzisiaj mamy walentynki, prawda?

      -Owszem.- Wypowiedział wyjmując z torby czekoladki.

      -To dla Was.- Dokończył wręczając.

      -Jezu, dziękujemy.- Odpowiedziała zaskoczona odkładając je na stół.

      Chłopak wstał i podszedł do okna.

      Wpatrywał się w siedzącą na ławce Anastazję.

      -Zawsze, co dzień siada tam i czeka, aż syn ja odwiedzi.- Wypowiedziała wpatrując się w ścianę.

      Marek obrócił się i spojrzał na kobietę.

      W jego oczach pojawiły sie łzy.

      -Ja natomiast czekam tego dnia, aż obudzę się i będę ponownie mogła przytulic się do Bartka.- Wypowiedziała gładząc dłonią jego zdjęcie.

      Łzy popłynęły jej strumieniem.

      -Dzisiaj jest nasz dzień.- Dokończyła.

      -To znaczy?- Zapytał ocierając łzy wpatrując się przez okno w Anastazję. 

      - Po raz pierwszy od kilkunastu lat ktoś podarował nam czekoladki i porozmawiał dłużej niż dwie minuty.

      Marek podszedł i położył dłoń na ramieniu Sary.

      -Będę przychodził tutaj częściej.

      Na twarzy kobiety pojawił się uśmiech.

      -To nasz ostatni dzień.- Wypowiedziała.

      Chłopak wyszedł z pokoju zabierając ze sobą koc.- Stanął przed drzwiami wejściowymi, chwycił za klamkę i pchnął drzwi.

      Podszedł do Anastazji, okrył ją kocem.- Kucnął przed dnią.

      -Będę przychodził tutaj częściej.- Wypowiedział.

      Anastazja rzuciła się na niego i zaczęła go przytulac.- Po ich twarzach spłynęły łzy.

       

      The END

      KONIEC

       

      Rodzina, miłośc to najcenniejszy dar...

      Jaki mogłeś otrzymac dziś...

      czasu nie cofniesz, błędów przeszłości nie wymarzesz ,,od tak",

      lecz postaraj się, aby nie popełniac tych samych błędów pózniej.

       

      Sara German

      urodzona 24.10.1943 roku

      zmarła 14.02.1943 roku.

      Została znaleziona w ogrodzie na ławce.
       

       

       Anastazja Popławska

      urodzona 15.06.1943 roku

      zmarła 14.02.2013 roku.

      Umarła w swoim fotelu ze zdjęciem nieznanego mężczyzny w ręku.

       

      Zabiła ich miłośc, cierpienie i tęsknota... 

       

       

       



       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      radmor150
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 lutego 2013 18:26